Przejdź do głównej zawartości

Bretońskie Inspiracje #7 - Plantec

 Kończymy tę mini-serię.

Dziś ostatnia z inspiracji typu "gatunek X + bretoński folk" i według mnie jedna z najciekawszych. Zahaczyłem o temat już ostatnio, kiedy wspominałem o Manau, ale tym razem jedziemy na grubo w elektronikę. A w zasadzie neo-breizh, bo tak chłopaki określają swoje brzmienie.

Manau to ciekawy projekt. Początkowo nie byłem pewien, czy mi się spodoba, bo jestem mocno wybiórczy i wybredny w swoim guście do muzyki elektronicznej. Jednak skład w postaci DJ, gitara akustyczna i bombarde na tyle mnie zaciekawił, że postanowiłem sprawdzić. Jest to już sprawdzona formuła - elektroniczna sekcja rytmiczna i ludowe instrumenty prowadzące. Odpaliłem najpopularniejszy ich kawałek - jakże bretońsko brzmiący "Linelis" i... było to ciekawe. Gościnny występ litewskiej wokalistki (niestety nie znalazłem informacji kto to), śpiewającej w swoim języku i swoje melodie (swoją drogą brzmiało to prawie jak "Yekteniya VI" Batuszki) może trochę pomógł mi wejść.

Następny poszedł cały album "Kontakt", a potem eponimiczny "Plantec". Świetne koncepcje - każda płyta jest nieco inna, a zespół nie boi się wychodzić poza Bretanię (jak we wspomnianym już "Linelis"), jak choćby na ostatniej płycie - "Hironaat". Taka ciekawostka, a'propos wychodzenia poza Bretanię, album "MeKaniK" został zmiksowany w Polsce.

Co jednak najbardziej lubię w muzyce Plantec, to jak bazują na pewnych bretońskich melodiach i standardach, ale raczej komponują swoje kawałki od zera w danym stylu - nie grają coverów melodii ludowych jak Nolwenn, ani nawet ich reinterpretacji jak Manau. Świetnym tego przykładem jest utwór "Androide (An Dro)", który jak wskazuje tytuł - jest w gatunku i na melodię an-dro, ale nie jest bynajmniej "St.Patrick's An Dro", ani żadnej innej piosenki - chłopaki zrobili swój numer od początku do końca.

Także jeśli interesuje Was jak brzmi DJ z ludową piszczałką, to serdecznie polecam. Szczególnie wymienione albumy "Plantec" i "Kontakt".

Miłego słuchania, kanevo!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....