Przejdź do głównej zawartości

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję.

Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat".
Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy....

"Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę.

"Idzie lepsze" - trzeci singiel promujący płytę i jedyny, który nie był balladą. Bardzo przyjemny kawałek (brakuje mi lepszego określenia, jest po prostu... fajny). Tak jak "Mimo Wszystko" przypominał mi "Sen o Victorii", tak tu z kolei słyszę albumy "2004" i "Muza". Solidny groove, aż bezwiednie się człowiek buja. Dobrze, że powstał taki numer, bo że Bastek pociągnie Ryśka to oczywiste, ale tutaj pokazał, że i od Maćka nie odstaje, a jednak poprzeczka była zawieszona równie wysoko.

"Dusza" - główny singiel promujący album. Nie wiem w sumie, co mógłbym jeszcze o nim powiedzieć, dużo się już nawynurzałem we wpisie o przemyśleniach dotyczących nowej odsłony Dżemu. Ale telegraficzny skrót - wzruszenie niesamowite, tekst autobiograficzny o zespole, a Bastek brzmi jak Rysiek 1:1, ale nie naśladuje - tak mu wychodzi. No i riff (jeśli można tak powiedzieć w balladzie), który zostaje w głowie na długo. Kolejny numer Dżemu do repertuaru świeżaków, dopiero łapiących za gitarę.

"Sobie potrzebni" - drugi singiel i pełnoprawna ballada, ale już na gitarach. Jeśli "Dusza" jest autobiografią Dżemu, to "Sobie Potrzebni" jest biografią Bastka. Sam z resztą na koncercie w Gdańsku powiedział "to jest piosenka trochę o mnie". Dobrze, że jest zaraz za "Duszą", bo te dwa utwory są niemal jak jeden, tylko w dwóch częściach. Bardzo dobrze do siebie pasują.

"Amulet" - "Każdemu to zdarza się, mieć czasem ten gorszy dzień..." , a nie, chwila, to nie ta piosenka. Ale autentycznie, brzmi tak, że niemal instynktownie zacząłem śpiewać "Gorszy dzień" z "Muzy" xD I w sumie to chyba najlepsza recenzja - te dwie piosenki to niemal klony.

"Zanim" - intro na garach, już in plus :D Jeden z najciekawszych numerów na płycie. Tak jak poprzednik, mocno w klimatach "Muzy" (co w ogóle można powiedzieć o całym albumie), ale tutaj mamy nieco wpływów... funky. I mimo podobieństwa do poprzedniego albumu, to tym razem nie jest taką kopią. No i solo na pianie Rhodes, które wionie The Doors i Rayem Manzarkiem aż miło.

"Będzie ci dane" - wchodzimy akustycznie. Jak Bastek zaczął śpiewać, to niemal zawiało "Nadzieją" zespołu IRA. Ale oczywiście (i na szczęście) to tylko pierwszy takt. Przyjemna i bardzo Dżemowa ballada pół-akustyczna z pianinem w tle. Taka ciekawostka, dla niewtajemniczonych w świat perkusji - w pierwszej zwrotce Zbyszek gra na werblu typu piccolo - zwróćcie uwagę, że brzmi dużo wyżej niż później główny werbel w refrenie. Rzadko w sumie używa go w taki sposób, zwykle ma opuszczone sprężyny i używa tego dodatkowego werbla bardziej jak timbale (taki bęben latynoamerykański). Jak będziecie następnym razem na koncercie - ten werbel piccolo ma po lewej i tak - miał go zawsze. Po prostu nie zwróciliście uwagi ;) Ale co do reszty utworu - w drugiej części Adam odpala chorus z delayem (choć to może być też spring reverb, nie jestem pewien), przez co numer zaczyna nieco przypominać "Autsidera", nawet zagrywka jest w podobnym stylu. Tutaj jednak podobieństwa się kończą i ponownie - na szczęście. Dżem nie potrzebuje się klonować.

"Święty spokój" - i kolejny klon "Gorszego dnia" XD nawet to samo glissando na pianinie i późniejsze solo. Trochę się dziwię, że na jednej płycie dali dwa tak podobne kawałki. Bo to nie tak jak "Dusza" i "Sobie Potrzebni", że stanowią razem pewną całość. Gdybym nie wiedział, że Dżem nie nagrywa nigdy kawałków do wycięcia, to powiedziałbym, że "Święty spokój" i "Amulet" są swoimi alternatywami i na album wchodzi jedno albo drugie. One są tak podobne do siebie.

"Jeszcze" - ostatni utwór, na uspokojenie. Spokojne gitary, Hammond przygrywa w tle, perkusja ogranicza się do miarowego shakera. Poza solówką to bardzo ogniskowy kawałek.

Jak oceniam całość? Bardzo dobrze. W zasadzie jedynym mankamentem jest umieszczenie zarówno "Amulet", jak i "Święty spokój", przynajmniej w takiej formie. Bo nawet gdyby miał być ten "klon 'Gorszego dnia'", to gdyby był jeden to nie byłoby problemu. Osobiście zostawiłbym "Amulet", jest bardziej oryginalny.
Ale dobra, bez czepiania się, "Sobie Potrzebni" jest bardzo w klimatach "Muzy" i mimo upływu tylu lat, stanowi naturalną kontynuację. Spokojnie mogłaby byś wydana nie 17, a 7 lat po poprzednim albumie. Ile daję? 9/10 i tylko dlatego, że mamy te dwa klony.

Do następnego!

P.S. i errata: utwór "Gorszy dzień" jest oczywiście z albumu "2004" :)

Komentarze

  1. ""Będzie ci dane" - wchodzimy akustycznie. Jak Bastek zaczął śpiewać, to niemal zawiało "Nadzieją" zespołu IRA. "

    Zawiać to zawiało ale kawałkiem "Old Before My Time" zespołu Allman Brothers Band. Przecie to praktycznie jego plagiat :P

    OdpowiedzUsuń
  2. ""Gorszy dzień" z "Muzy""

    Gorszy dzień nie był z "Muzy" :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....