Przejdź do głównej zawartości

Bretońskie Inspiracje #6 - Manau

 Kontynuujemy fuzję folku z innymi gatunkami.

Hip-hop to nie moja bajka, ale jak usłyszełm o "La Tribu de Dana", no to musiałem zgłębić temat. Posłuchałem i... wow.

Wydawać się może dziwne, że do Bretanii nawiązują hip-hopowcy z Paryża. Przestaje to jednak być już dziwne, gdy dowiemy się, że są potomkami emigrantów z Bretanii. Pamiętacie, jak we wpisie o relacji Ankou z Upiorem Opery wspominałem o exodusie Bretończyków do Paryża? No to właśnie o tym mówię - to byli dziadkowie czy nawet pra-dziadkowie chłopaków z Manau.

Przyznam się od razu - przesłuchałem tylko "Panique Celtique". Nie będę więc analizował wszystkiego po kawałku, bo i nie taki jest mój cel w tym wpisie. Podobnie jak w przypadku notki o Danie Ar Braz, raczej chcę przedstawić artystów, którzy w ciekawy sposób łączą bretoński folk z innymi gatunkami. No i tutaj mamy hip-hop. Jak więc robi to Manau?

Odpowiedź - stara szkoła. A raczej dla nich nowa, bo byli chronologicznie pierwsi. Czyli - bierzemy beat z MPCtki, zapuszczamy do tego elektroniczny bas, a resztę robią instrumenty ludowe. Brzmi znajomo? Powinno. Tylko że "Panique Celtique", czyli debiut Manau, jest z 1998, 12 lat przed "Bretonne". Także choć może i Nolwenn najbardziej się z takim brzmieniem kojarzy, to wymyślili je (przynajmniej na mainstreamową skalę) jednak chłopaki od hip-hopu.

Ale nie myślcie, że jest to kolejny smak "Tri Martolod" czy "La Jument de Michao". Te melodie oczywiście wykorzystują, ale je remiksują do hip-hopowego beatu, zgodnie ze wszystkimi zasadami samplingu, ale przede wszystkim - piszą swoje teksty, no i oczywiście rapują. O ile wspominane "La Tribu de Dana" (remiks "Tri Martolod") jest dość podniosłe i odnosi się do legend plemiennych, o tyle już "Mais Qui Est La Belette" wionie autoironią od samego tytułu. To oczywiście z kolei remix "La Jument de Michao", znane też jako "Le Loup, le Renard, et la Belette", przy czym "la Belette" to francuska nazwa łasicy - zwierzęcia blisko spokrewnionego z gronostajem, który jest symbolem Bretanii. Tekst w tym kawałku jest pełny żartów i ironii ze stereotypów na temat Bretanii i Bretończyków. Na uwagę zasługuję też klip, w którym chłopaki przebierają się za wspomnianą trójkę zwierząt (niemal jak fursuity, ale w '98 to byli po prostu przebrani za zwierzaki XD).

Ale to też nie tak, że wzięli kanon bretońskiego folku i poprzerabiali. Wspomniane dwa przykłady to chyba jedyne remiksy ludowych piosenek na tej płycie. A przynajmniej tyle wyłapałem. Oczywiście nie znam wszystkiego, ale te powtarzające się standardy są rozpoznawalne. Nie wykluczam jednak przeróbek innych ogólno-Francuskich hitów, bo taki "L’avenir est un long passé" brzmi jak potencjalny sampel z Edith Piaf albo innych chanson.

Ogólnie album polecam, nawet jeśli nie lubicie hip-hopu. Na prawdę, to jest tylko baza. Porównałbym do zupy - tak jak zaczyna się od wywaru i potem dodajesz różne rzeczy, żeby to była zupka taka, a nie inna, tak tutaj beat jest tylko tym "wywarem", a to co nadaje faktycznego smaku to właśnie udział innych instrumentów - mamy gitarę akustyczną, dudy, smyczki, akordeon i różne inne dodatki już indywidualnie występujące w piosenkach. Jest tu masa melodii!

I to jest dla mnie źródło największej inspiracji - hip-hop jako gatunek oparty w zasadzie wyłącznie na rytmie i nawijce, można fajnie w ten sposób wymieszać w zasadzie z czymkolwiek - bo masz tylko sekcję rytmiczną i wokal. A cały harmoniczny środek wypełnij czym tam sobie chcesz.

Jak teraz o tym myślę, to u nas podobny numer zrobili swego czasu Donatan i Percival jako Projekt Równonoc. Też polecam, zwłaszcza jeśli lubiliście "My Słowianie". Chociaż, skoro już wywołałem Projekt Równonoc, no to muszę się do czegoś przyznać - to mi średnio podeszło. Może to kwestia tego, że jestem wybredny co do hip-hopu i nie przepadam za rzeczami z XXI wieku. Może to kwestia tego, że tak jak folk celtycki uwielbiam, tak nie leży mi folk słowiański, a przynajmniej nie w najczęściej prezentowanej formie (prawdziwy Polak - sra do własnego gwiazda, aczkolwiek moje uwielbienie dla Leśnego Licha, Arkony i przede wszystkim - Żywiołaka, nie do końca się z tym zgodzi). A może to było połączenie tych rzeczy. Może gdyby to był O.S.T.R. z Żywiołakiem to by mi siadło. Nie wiem.

W każdym razie Manau polecam. Jeśli lubicie folkowe odloty Donatana, to polecam podwójnie, a jeśli nie trawicie hip-hopu - paradoksalnie polecam już nawet potrójnie, żeby zobaczyć, co można zrobić z tym gatunkiem.

To tyle na dziś, do następnego!

Kanevo!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....