Przejdź do głównej zawartości

Johnny Silverhand - bohater romantyczny?

Dziś będzie dla jednych oczywistość, dla innych zaskoczenie.

Na wstępie - wybaczcie kolejną przerwę. Tym razem tydzień zdychałem na grypę. Ale tak jak ostatnio - jeden post dziś, drugi planowo - w niedzielę. A teraz do rzeczy.

Czy Silverhanda można nazwać bohaterem romantycznym? Owszem. I dziś spróbuję to przed wami odpakować.

Po pierwsze - czym jest bohater romantyczny?

Na pewno pamiętacie to z lekcji polskiego - całe nudy o Gustawie, Konradzie, Wallenrodzie i innych takich. Zostawmy to, ważniejsze jest pewne DNA - bohater romantyczny zawsze staje w beznadziejnej walce naprzeciw czegoś większego od siebie. I zazwyczaj tę walkę spektakularnie przegrywa w taki czy inny sposób. A te poszczególne rodzaje bohaterów romantycznych, o których mogliście słyszeć w liceum, wynikają z tego, co jest tymże przeciwnikiem. Dla bohatera byronicznego będzie to tyrania, dla bohatera werterycznego - niespełniony romans, dla osjanicznego - istoty mitologiczne, dla gotyckiego - potwory i/lub własne szaleństwo i tak dalej, i tak dalej.

Ale takie podziały na "typy" są na poziomie matury, każdy większy bohater romantyczny jest swoim typem, którego inni autorzy z pulpowych magazynów tylko naśladowali. Wejdźmy głębiej. Nie tylko beznadziejny bunt czyni z postaci literackiej bohatera romantycznego. Kolejnym składnikiem jest bycie targanym uczuciami i nieszczęśliwa (z różnych powodów) miłość. Dalej mamy indywidualizm (czasem skrajny), wyobcowanie i tęgie ego. Finalnie - sekret, przemiana i tragizm.

Już możemy zobaczyć, że Johnny spełnia jedno z tych kryteriów bardzo wyraźnie - walczy z korporacjami (a konkretnie z Arasaką), a przy tym ostro imprezuje. Niczym sam lord Byron. Ale to tylko jedno. Przypomnijmy sobie jego historię z Alt - sam doprowadził do jej śmierci, z czym nigdy się nie pogodził i próbował wyprzeć. Finalnie, gdy już do niego dotarło co zrobił - jak to sam powiedział podczas "Transmission" w 2077 - "no więc uzbroiłem się w dwie głowice atomowe i ruszyłem". Według mnie jest to też znak, że mimo całej swojej pozy, Silverhand nie miał zamiaru wracać z Operacji Firestorm - on chciał tam zginąć. W glorii i chwale, stać się legendą. Inaczej zapewne strzeliłby sobie w łeb gdzieś w opuszczonym hostelu w Pacyfice, a to nie w jego stylu. Tak, uważam, że cały motyw z atomicami oraz jego poświęceniem się (w kanonicznym opowiadaniu "Upadek Wież" Johnny nie ginie w eksplozji, a wystawia się na odstrzał Smasherowi) to po prostu przykrywka, aby zginąć i zaznać spokoju. Johnny nie mógł żyć ze świadomością, że to on zabił Alt (w pewnym sensie) i po prostu chciał za sobą pociągnąć Arasakę. Niemniej nie był to już jest walki z tyranią - to tylko poza - był to gest człowieka załamanego swoimi decyzjami i bólem po stracie bliskiej osoby. Nieszczęśliwa miłość, emocjonalność i tragizm wypisz wymaluj. Może nawet pewna przemiana bohatera, ale do tego jeszcze przejdziemy.

Na temat skrajnego indywidualizmu i ogromnego ego chyba nie muszę się rozpisywać, to równie oczywista cecha Silverhanda, jak jego nienawiść do Arasaki. Sekret? Chyba największą jego tajemnicą (choć pytanie na ile można to tak ująć) jest jego dezercja z Drugiej Wojny Środkowoamerykańskiej. Ciężko powiedzieć na ile to sekret, bo Johnny nigdy tego nie ukrywał - nawet nagrał cały koncept-album na ten temat - "Sins of our fathers", ale mam wrażenie, że to często pomijany element jego biografii. Jakoś mało kto o tym epizodzie pamięta.

No ale dobra - przemiana bohatera? Przecież on trzy razy próbował rozwalić Arasakę. Owszem, ale ta przemiana dokonuje się gdzie indziej i dopiero w 2077. Nie ważne jaką decyzję na koniec podejmiemy - Silverhand finalnie odpuszcza ze swoim ego. Czy to w formie oddania ciała V i odejścia z Alt za Blackwall, czy to w formie wyjazdu z Night City i, w domyśle, spokojnego dalszego życia, czy nawet pozwalając V na samobójstwo, które zabije również jego. Tu mamy przemianę - Johnny odpuszcza. Prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu.

Najlepsze na koniec - w "Cyberpunk 2077", Silverhand jest engramem. Stanowi główną oś wątku skanowania świadomości (a z tego co wiemy - potencjalnie nawet kopiowania duszy), Mikoshi i całej jazdy z cyberprzestrzenią. To dzięki niemu rozmawiamy z Alt - nie tylko super SI, ale też Lilith, królową demonów i władczynią piekła (tak, uważam że Prorok Garry mówi o Alt). To wszystko robi z Johnny'ego (a przynajmniej jego engramu) również cyber wersję bohatera gotyckiego. Zwłaszcza, że też staje przed dylematem egzystencjalnym - przejąć ciało V i żyć w spokoju? Odpalić "ostatnią krucjatę"? Dać się wykasować? No i co dla engramu oznacza połączenie się z Alt? Mamy tu potencjalnie horror psychologiczny na miarę Lovecrafta.

Także podsumowując - Johnny bez wątpienia jest bohaterem romantycznym. Spełnia wszystkie punkty, a nawet wpisuje się w kilka typów, także możecie się powoływać na maturze. Wiem, że dla niektórych temat jest oczywisty, ale chciałem, żeby to wybrzmiało głośno. Johnny Silverhand to współczesny przykłada bohatera romantycznego, wypisz wymaluj.

Do następnego, Chooms!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....