Przejdź do głównej zawartości

Ranking dzielnic Night City

Obiecany drugi post

Początkowo chciałem przyjrzeć się ludziom mieszkającym w Night City - jakie poziomy życia możemy zaobserwować w poszczególnych dzielnicach. Ale okazało się to nieco bardziej skomplikowane, a przede wszystkim - nielinearne. W sensie - Night City dzieli się, tak jak większość amerykańskich metropolii, na "boroughs" i "neighborhoods". I okazuje się, że niektóre "neighborhoods" z jednego "borough", przeplatają się pod kątem "bogactwa" (albo biedy, zależy gdzie patrzymy) z "neighborhoods" z innych "boroughs". Tak więc dostaniecie dwa rankingi w cenie jednego - listę zarówno "boroughs" jak i "neighborhoods".

Ale najpierw wyjaśnijmy różnice. Jeśli wiecie - omińcie ten akapit. Chyba, że ciekawi Was podział administracyjny Night City.

"Boroughs" to większa część administracyjna - w przypadku Night City mamy Watson, Westbook, Santo Domingo, Pacifica, Heywood i Centrum. Biorę tu też pod uwagę Dogtown (co prawda nie jest formalnie częścią Night City, ale jest częścią mapy).

"Neighborhoods" to mniejsze jednostki - to one tworzą "Boroughs". W Night City są to na przykład Kabuki, Charter Hill, Arroyo, Coastview, Wellsprings czy Downtown.

No to zaczynajmy. Najpierw ranking duży - "Boroughs".

7. Dogtown

Formalnie część Pacifici, ale de facto osobny byt. Absolutnie najgorsza część Night City i jeden wielki slums. O szczęściu mogą mówić mieszkańcy Longshore Stacks, mieszkający w kontenerach. Owszem, jest jeszcze Golden Pacific, ale nadal - o ile nie jesteś z Barghestu, lub ułożony z Hansenem, to zwykli ludzie mieszkają tam w warunkach podobnych do Kabuki. No-go zone.

6. Watson

Zdecydowanie najbiedniejsza dzielnica głównego Night City. Częste obozowiska bezdomnych, co chwila slumsy, a nawet bloki mieszkalne wyglądają na mocno zapuszczone. Jeśli szukacie 'dzielnicy biedoty', to jest nią Watson.

5. Pacifica

Tak, Pacifica wyżej od Watson - już tłumaczę dlaczego. Zagrożenia w zasadzie te same, ale Pacifica jest mniej zatłoczona i brudna. Ma swój prąd, wodę i zaopatrzenie, a nawet pewien zestaw niepisanych zasad, których jeśli się trzymasz, to nic ci się nie stanie (w porównaniu do Watson). Voodoo Boyz wydają się raczej trzymać samych siebie i nie wyglądają mi na gang napadający losowych przechodniów. Ogólnie Pacifica wydaje się być samowystarczalnym, zamkniętym światem rządzonym przez konkretną społeczność, która choć hermetyczna, to traktuje to miejsce jako swój dom i stara się go ogarniać i trzymać w jako-takim porządku.

4. Santo Domingo

Sypialnia Night City. To tu znajdziemy dzielnicę bloków mieszkalnych, oraz domków. Prawdopodobnie najniższa zabudowa w Night City. Santo wygląda jak typowe, senne przedmieście i "small town America". Ciężko mi ocenić poziom życia ludzi, bo z jednej strony domki, a z drugiej często są nieco zapuszczone. Wiem, że w USA domek wcale nie oznacza bogactwa, ale patrząc na ogół Night City i jak gęsto jest zabudowane, na pewno nie jest to bez znaczenia. Ze względu na spokój wyobrażam sobie, że niektórzy mogliby uznać to miejsce za ich wymarzone gniazdko w Night City, ale są też rejony po prostu bogatsze.

3. Heywood

To miejsce to w zasadzie przekrój społeczeństwa sam w sobie. Od bogatej mariny w Wellsprings po syf Vista Del Rey, Heywood to w zasadzie mini-Night City. Obok Santo Domingo, jest to drugie miejsce, gdzie możemy mówić o klasie średniej.

2. Centrum

Co? Że na drugim? A tak. Nie jest to lista hajsu, który się przewala, ale poziomu życia. Czyli patrzę nie tylko na stan konta mieszkańców, ale też na warunki bytowania. Centrum jest piękne, nowoczesne i wygląda mi jak "Mordor" w Warszawie :P Oczywiście, mamy tam apartamentowce, ale czy byłoby wygodnie i dobrze w nich mieszkać? Osobiście, nie wydaje mi się. To typowe centrum - biznes, rozrywka. Nie dla codziennego funkcjonowania.

1. Westbrook

Zdecydowanie najlepsze miejsce w Night City do zamieszkania. Względnie wysoki poziom przeciętnego mieszkańca, nie jest tak tłoczno, a nawet w rejonach większego zagęszczenia mamy poczucie klimatu wielkiego miasta, a nie przytłoczenia. Neony dość ładnie ubarwiają betonowe ściany.


No to teraz rozbijamy to względem "neighborhoods" i teraz zobaczycie, jakie to jest przemieszanie. Tutaj już nie biorę pod uwagę Dogtown, bo każda jedna składowa tego miejsca jest poniżej krytyki. Pojawi się jedynie Golden Pacific w drodze wyjątku, cała reszta - dno i 3 metry mułu.

16. Kabuki

Absolutnie najgorszy slums w Night City. Apartamentowce są kompletnie nienadające się do użytku i przypominają bardziej squoty niż mieszkania. W sumie to chyba jedyne miejsca jakkolwiek nadające się do życia w Kabuki - reszta to klasyczne budy z kartonu czy blachy falistej, lub obozowiska bezdomnych.

15. Northside

Minimalnie tylko lepszy od Kabuki. Wygrywa tym, że nie ma widocznych slumsów, ale budynki nadal są w opłakanym stanie

14. Golden Pacific

Jedyny na tej liście region z Dogtown. O ile nie jesteś z Barghestu, lub kliki Hansena, to żyjesz w Watson w wersji lite. Tyle, dalej.

13. Coastview

Pacifica to dziwny rejon. Jak już wspominałem, ciężko o dedukcję na temat poziomu życia, bo są obok systemu Night City, ale Coastview samo w sobie wydaje się lepsze, niż większość Watson. Mamy tutaj społeczność kreolską, czyli oczywiście dominację VoodooBoyz, ale jak już wspomniałem - ten gang nie wydaje mi się być łasymi kieszonkowcami. Niemniej hermetyczna społeczność utrudnia integrację, ale lokalsom wydaje się żyć nieźle. Na pewno lepiej, niż w slumsach Kabuki czy squotach Northside.

12. West Wind Estate

Mam wrażenie, że to lepsza część Pacifici. Są tu biznesy, mieszkania, hotele. Wygląda na to, że życie się toczy. Nawet nie zobaczycie tak dużo VoodooBoyz, choć zamiast nich są Kosiarze - ale ich uświadczycie również w Watson. Ogólnie to spokojniejsza część niespokojnego miejsca.

11. Little China

Najlepsza część Watson i chyba jedyna, w której da się sensownie funkcjonować - są biznesy, rozrywka, usługi i względnie przyzwoite mieszkania. Oczywiście nadal urządzasz się w gównie, ale jeśli już ma być Watson, to niech będzie Little China

10. Vista Del Rey

Jak wspominałem, Heywood to przekrój przez całe społeczeństwo. Kiedy zostawimy za sobą slumsy, squoty i inne najuboższe dzielnice Watson i Pacifici, a przejdziemy do faktycznie nadającej się do życia części Night City, to na samym dole mamy właśnie Vista Del Rey. Gęsto, przytłaczająco, gangi w zaułkach, ale nadal lepiej niż w poprzednich miejscach. Główna ulica Little China to ciemna alejka na Vista Del Rey.

9. Arroyo

Jak już pisałem, Santo Domingo to sypialnia Night City. Miejsce dość komfortowo w połowie stawki, co niestety sprawia, że jest przy tym okropnie nudne. Nie mam zbyt wiele do powiedzenia na temat Arroyo czy Rancho Coronado. Główną wadą Arroyo jest obecność parku technologicznego, co nieco przełamuję wizję "sypialni miasta".

8. Rancho Coronado

Dzielnica domków i w tym ma przewagę nad Arroyo - mieszkasz w nieco lepszych warunkach + nie masz pod nosem fabryki.

7. Japantown

Las Vegas Night City. Hazard, rozrywka, imprezy, a tuż obok - świątynia shinto, drobne kapliczki to tu, to tam, holograficzne sakury i targowiska. Wszystko w blasku neonów wielkiego miasta. Czy znajdziemy ciemne alejki z podejrzanymi typami? Jasne. Czy łatwo ich unikać? Oczywiście. Japantown ma swoje wady, ale dostęp do usług, przyzwoite mieszkania, targowiska oraz względna przestrzeń (i okazjonalna zieleń) sprawiają, że ta dzielnica jest zbalansowana, a przede wszystkim - ma niesamowity klimat.

6. Corpo Plaza

Jak może wyglądać życie w dzielnicy stawiającej przede wszystkim na drapacze chmur, a dopiero potem na ludzi? Cóż, dobrze pokazuje to apartament V, jaki możemy w tym miejscu kupić - najdroższy ze wszystkich, a jednocześnie niewiele większy od tego z Japantown. Corpo Plaza to miejsce pracy, przede wszystkim. Mieszkania to typowe "przytulne kawalerki" (choć i tak mniej "przytulne" niż niektóre znane nam z rzeczywistości), zaś dostęp do codziennych serwisów jest paradoksalnie dość ograniczony.

5. The Glen

"Dzielnica rządowa", chciałoby się rzec - to tu znajdziemy ratusz Night City. Podobnie jak Santo Domingo nie mam tu zbyt wiele do powiedzenia, choć Glen jest nieco ciekawsze - ponownie biznesy, rozrywka i przede wszystkim - inwestycje. Mimo obecności Valentinos, nie jest tu aż tak niebezpiecznie - latynosi stanowią jeden z najmniej agresywnych gangów. Myślę, że to miejsce to solidne upper-middle class Night City.

4. Centrum

Niewiele tylko lepiej od Corpo Plaza. Centrum to może mniejszy "Mordor", ale nadal - jest dzielnicą przede wszystkim rozrywkowo-biznesową. Życie tutaj na stałe to na pewno niezły lans, ale wygoda? Chyba tylko dla tych, którzy na prawdę nie muszą liczyć hajsu.

3. Wellsprings

Skoro wspomniałem już o upper-middle class przy Glen, no to kontynuujmy. Wellsprings ma chyba najwięcej otwartej przestrzeni, jeśli nie liczyć Pacifici. To tu znajdziemy jedne z najlepszych sklepów i apartamentowców, które nie są dla bogaczy. Większość normalnych ludzi, którzy przechodzą ścieżkę "american dream" zapewne tutaj skończy swoją podróż. Dalej są już tylko korporacje, polityka i celebryci. Marina i znany z RPG kampus uniwersytecki (choć nie jestem pewien, czy przetrwał do 2077) pokazują nam, że wchodzimy w strefę luksusu. Wellsprings jednak dla mnie ma przewagę nad Centrum i Corpo Plaza tym, że luksus Wellsprings jest nienachalny. To bogata dzielnica, w której da się wygodnie żyć na codzień.

2. Charter Hill

Wellsprings lite. Wszystko co pisałem na temat najlepszej dzielnicy Heywood działa i tutaj. Apartamentowce, penthouse'y, biznesy i usługi. Prawdopodobnie najbardziej "old money" dzielnica Night City poza North Oak. Jeśli Wellsprings to "wkraczamy w strefę luksusu", to w Charter Hill ten luksus osiągnęliśmy. Według mnie najlepsze miejsce do życia w Night City, o ile jesteś bogaty.

1. North Oak

Taaaak, legendarne wille. No cóż innego mogłoby się znaleźć na 1 miejscu? Jest tylko jeden problem - musisz być ludzkim bogiem tego świata, żeby stać cię było na willę w North Oak. To w zasadzie Beverly Hills świata Cyberpunk 2077. Miejsce świetne i totalnie niedostępne.


Tak to wygląda z mojej strony. Co Wy sądzicie? Ranking oczywiście tęgo subiektywny i na pewno są ludzie, którzy na 1 miejscu postawią Rancho Coronado i absolutnie to rozumiem. Tym chętniej poczytam Wasze opinie.

Do następnego, chooms!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....