Przejdź do głównej zawartości

Najlepszy statek w Gwiezdnych Wojnach, część druga - lore kontratakuje

Powrót do dawnego wpisu, teraz z innym podejściem.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że mogłem to opublikować tydzień temu, jako kontynuację notki o Gwiezdnych Wojnach, ale nie mogłem sobie odmówić rozkminki o kanalizacji w Walentynki XD

No ale dobra, do brzegu. Już ustaliliśmy co jest najlepszym (przynajmniej na papierze) statkiem w Odległej Galaktyce, po co wracać do tematu? Ano po to, że złapałem ostatnio inne podejście. Mniej bazujące na sztywnych osiągach, a bardziej na fabule i tym, kto robi jakie elementy najlepiej. Czyli tym razem nie mechaniką, a roleplayem dojdziemy do najlepszych statków. I co ciekawe... na koniec pokaże nam się jeden z poprzedniego wpisu No ale dobra, jedziemy.

Zaczniemy analizę od zestawienia tego, jakie firmy robiły najlepsze elementy statków w swojej klasie. Są to tylko i wyłącznie moje przemyślenia, choć postaram się uzasadniać. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to śmiało zapraszam do komentarzy.

1. Kadłub - Corellian Engineering Corporation

Korellińskie statki słyną z wytrzymałości i odporności, oraz ze względu na charakterystyczną sylwetkę - łatwo je modyfikować.

2. Silniki (pod- i nadświetlne, oraz repulsory) - Nubian Design Collective/Nubian Star Drives

Jachty Naboo, które sławetnie wykorzystują nubiańskie napędy, są najlepszym dowodem na szybkość i zwrotność, oraz efektywność produktów z Nubii.

3. Tarcze - Mon Calamari Shipyards

Mon Calamari mają obsesję na punkcie bezpieczeństwa - każdy ich system jest zdublowany, nawet tarcze mają zapasowe. A przy tym najmocniejsze w Galaktyce.

4. Pancerz - Kuat Drive Yards

Słynna firma wojskowa, chyba nie muszę nic dodawać. Choć robią głównie większe statki, mają na koncie kilka mniejszych jednostek.

5. Uzbrojenie - MandalMotors

Ich statki są jak mandaloriańskie pancerze - wszędzie mają poukrywane "małe co nieco".

6. Systemy pokładowe i awionika - Sienar Design Systems/Sienar Fleet Systems

Tak jak w przypadku Kuat - firma wojskowa, a przy tym słynąca z innowacji. Absolutnie najlepsze systemy i od groma mocy w generatorze.

7. Wyposażenie - SoroSuub

Któż lepiej ogarnie kajuty czy kambuz, niż ekipa od jachtów kosmicznych?


No fajnie, tylko kończymy z jakimś składakiem. Więc pora popatrzeć, jakie statki zostały zbudowane w duchu tych punktów, a nie koniecznie w ich literze. Trafiamy na dwa - korelliański XS-800 i Starwind z Kuat. Żaden z  nich nie jest idealny prosto z pudełka, ale ze względu na charakterystykę, będzie bardzo łatwo je zmodyfikować. No to prześwietlmy.

1. Kadłub korelliański

W przypadku XS-800 sprawa jest oczywista. Starwind mniej, ale nadal - pierwotny projekt zakładał stworzenie nie jachtu, a właśnie lekkiego frachtowca, mogącego konkurować z produktami CEC. I to widać - Starwind jest podobnie płaski i kanciasty, nawet kokpit wygląda jak w serii YT.

2. Silniki nubiańskie

Ten temat jest nieco bardziej złożony. XS-800 wygrywa tym, że jest na dobrą sprawę miniaturką korwety CR-70 - słynnego łamacza blokady. Także silniki są przygotowane pod potężnego kopa. Starwind mniej, ale umiejscowienie napędu w formie 2 gondol nadal umożliwia zamontowanie nubiańskich silników.

3. Tarcze MonCala

W obu trzeba instalować je od zera, na szczęście wymiana tarcz to druga po wymianie uzbrojenia najprostsza modyfikacja w statkach z Gwiezdnych Wojen.

4. Pancerz z Kuat

Ponownie - oba należy "dopancerzyć", ale również obie jednostki mają swoje przewagi. Jak wspomniałem XS-800 to mini-CR 70. No i sama obecność korwet z serii CR, oraz ich przodka - Krążownika Republiki - w portfolio CEC pokazuje, że potrafią robić pancerze nie gorzej, niż Kuat. No właśnie, a co ze Starwindem? Ze względu na stocznie pochodzenia, opancerzenie go w stylu KDY to żaden problem - materiał na miejscu, a jako jacht to i tak jest robiony indywidualnie. Kwestia ceny i czasu.

5. Uzbrojenie mandaloriańskie

Tak jak w przypadku tarcz - oba statki do dozbrojenia. Oba mają też zalety - przy XS-800 powraca jak bumerang temat mini-CR 70, więc wiadomo gdzie dać wieżyczki i gdzie są martwe strefy, zaś przy Starwindzie wraca wzorowanie się na serii YT - stworzonej do modyfikacji, a często nowe uzbrojenie było pierwszym, co piloci robili.

6. Systemy Sienara

Tutaj oba statki wygrywają na swój sposób. Instalacja wojskowej awioniki i generatora jest możliwa zarówno na naszej mini-korwecie, XS-800, jak i na Starwindzie, robionym w tych samych stoczniach co Venatory czy Imperiale.

7. Wyposażenie jak z jachtu SoroSuub

Tu z kolei oczywistością jest Starwind i jego status jachtu, ale XS-800 nie zostaje tak bardzo w tyle, jak mogłoby się wydawać. Komfort załogi korelliańskiego frachtowca jest podkreślany w każdym opisie. Nie jest to może dekadencja jachtowa, ale daleko mu do piętrowych koi w ciasnych kabinach, jakie można zobaczyć na większości frachtowców.


Kto więc wygrywa? Szczerze kwestia gustu. Na pewno przewagę w modyfikacjach ma XS-800, ze względu na możliwość kontynuowania wyposażenia w myśl przeskalowanych i sprawdzonych rozwiązań z korwet korelliańskich. Z drugiej strony nie jest nigdzie powiedziane, że w Starwindzie nie można zastosować równie sprawdzonych metod z serii YT, choć w opisach pojawia się, że jacht z Kuat jest problematyczny w modyfikacjach.

Osobiście wybieram "opcję C" - YZ-775 lub YZ-900. Czemu? Popatrzcie na nie - to również mini korwety, tylko z innym kokpitem. Kadłub ten sam, pancerz i osłony już są przepotężne. Rozkład uzbrojenia i innego wyposażenia aż prosi się o adaptację z serii CR. Owszem, można podnieść temat, że serii YZ bliżej do Krążownika Republiki, ale patrząc na ich całkiem niezłą zwrotność - szczerze mi się nie wydaje. A jeśli tak, to największy błąd tamtej konstrukcji został tu naprawiony.

Także czyżby YZ były obiektywnie najlepszymi jednostkami w Gwiezdnych Wojnach, zarówno pod kątem osiągów, jak i opisów fabularnych? Decyzję zostawiam Wam, ale ja na bank mam nowych ulubieńców ;)

Niech Moc będzie z Wami!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....