Kontynuujemy motywy kosmiczne
Na wstępie chciałbym wyjaśnić - mimo bycia w obozie Gwiezdnych Wojen, będę używał nazwy "napęd warp" - po pierwsze dlatego, że przyjęła się w dyskursie naukowym, po drugie - trochę lepiej oddaje jak taki napęd (wg. zasad Alcubierre'a) działa.
No ale dobra, do brzegu. Zazwyczaj myślimy o podróży z prędkością światła (lub większej) w kontekście lotów międzygwiezdnych. Słuszna idea, ale prawda jest taka, że napęd warp byłby potrzebny nawet w obrębie naszego Układu Słonecznego, lub podobnych. Będę tu jednak posługiwał się tym, co znamy, bo mam konkretne przykłady.
O co konkretnie chodzi? Już tłumaczę. Układ Słoneczny ma dużo większe odległości, niż nam się wydaje. Przywykliśmy do tego, że podróż międzyplanetarna w sci-fi to jak pojechać do miasta obok. No niekoniecznie. O ile się orientuję, to nawet najbardziej wydajna koncepcja napędu termojądrowego zabrałaby nas z Ziemi na Marsa w 45 dni. Nieźle, biorąc pod uwagę, że obecny czas to 4-6 miesięcy. Ale zobaczcie - to tylko Mars. Dosłownie sąsiednia planeta. A co, jeśli chcielibyśmy lecieć dalej? Księżyce Jowisza czy Saturna mają potężny potencjał na historie. Nawet w Pasie Kuipera można znaleźć ciekawe obiekty, na których coś może się wydarzyć. Nie jestem mistrzem w matmę i pewnie przelicznik będzie inny, ale biorąc pod uwagę, że odległości od planety do planety są mniej/więcej razy dwa względem poprzednich (w linii prostej od orbity do orbity!), to przy tej samej prędkości napędu termojądrowego, mamy (teoretycznie, prawie na bank więcej) z Marsa do Jowisza w 90 dni, z Jowisza do Saturna w 180 dni. Łącznie z Ziemi do Saturna mamy 315 dni - prawie rok podróży. Nie wspominając już o lotach dalej.
Oczywiście, w obrębie układu planetarnego nie potrzebujemy aż tak ostrych napędów warp. Na Marsa z prędkością światła lecielibyśmy tylko 6 do 22 minut, także choćbyśmy wyciągnęli "tylko" 10% c, to i tak mamy czas lotu wystarczający do opowiedzenia dobrej historii. Podobnie sprawa ma się z Pasem Kuipera - do Plutona mamy ok. 5.5 godzin świetlnych, plus minus w zależności od pozycji oczywiście. Także tu już warto wyciągać nawet idealnie prędkość równą światłu, lub dajmy na to 90%.
Tak na prawdę, przekroczyć c warto tylko w sytuacji, w której lecimy głęboko w Dysk Rozproszony - Sedna, bodaj najbardziej oddalony obiekt, który jest sens włączać w opowieść, ma aphelion w odległości 5.4 DNI świetlnych. Choć zgaduję, że tydzień lotu do dobry moment na ekspozycję, to nie zaszkodzi odpalić warp 2 i polecieć w 2.7 dnia. Czyli powiedzmy 3 doby lotu.
Aczkolwiek to nieco psuje inny motyw jaki chciałem sprzedać (zwłaszcza że umówmy się - te powiedzmy 6 dni lotu na Sedne to czas do przeżycia), mianowicie napęd "warp" wcale nie musi przekraczać prędkości światła - wystarczy, że wyciągnie te 90, albo i nawet 99% c. Nadajemy dzięki temu sznytu trochę bardziej "hard sci-fi". Wiecie, że to nadal lot z hipernapędem, ale jednak granicy prędkości światła nie przekraczamy, relatywistyka się zgadza itp.
Zaraz ktoś pewnie się odpali "no a co z lotem do innej gwiazdy!?" Jak mawiali rzymianie - "I Herkules dupa, kiedy ludu kupa". A raczej kiedy dystans jest za duży. Do Proximy B mamy 4 lata świetlne, czyli nawet z prędkością warp 10, lecielibyśmy tam ok. 146 dni - prawie 5 miesięcy. A to tylko najbliższa nam gwiazda i ekstremalnie duży mnożnik hipernapędu. Także sorry koledzy i koleżanki - jak chcecie lotów międzygwiezdnych to albo idźcie w soft sci-fi, albo budujcie "Gwiezdne Wrota" (sztuczne tunele czasoprzestrzenne).
Co myślicie? Jak zwykle poprawcie błędy w matmie, bo na bank coś źle wyliczyłem (choć raczej chodziło mi o "proving the point", niż dokładną prezentację cyferek), no i podzielcie się jak Wy byście przedstawili lot międzyplanetarny w swoich dziełach science fiction.
Patrzcie w górę!
Komentarze
Prześlij komentarz