Dzisiaj coś dla perkusyjnej braci
Ostatnio kombinowałem ze swoją perkusją i chciałem uzyskać brzmienie zbliżone do folkowych bębnów, jakie słyszymy u Cecile Corbel, ale jednocześnie zrobić to tak, żeby nie stracić na klasycznym brzmieniu zestawu perkusyjnego. No i wymodziłem następujące rzeczy:
Centrala - "big boom". Chciałem osiągnąć brzmienie jak wielkich bębnów orkiestrowych, względnie dawnych marszowych kotłów. Miało to być potężne dupnięcie basem, które by się niosło. Jak to osiągnąć? Po pierwsze - powlekany naciąg, względnie w stylu Fyberskyn. Paradoksalnie nie wielowarstwowy, bo to nam zrobi "kapeć". Najlepiej pójść w gruby, ale jednowarstwowy. Stroimy względnie nisko, ale też nie za nisko - potrzebujemy wyraźnego wybrzmienia. Na maksa luźny za to, może być naciąg rezonansowy. I teraz sekretny składnik - gruby i puchaty bijak do centrali. Chcemy efektu uderzenia malletem. Oczywiście wywalamy wszelkie tłumienie et viola - mamy to!
Tomy - a'la bodhran. To było ciekawe, bo jak uzyskać to charakterystyczne, stłumione brzmienie? Motyw z naciągami i strojeniem podobny - grube, ale jednowarstwowe membrany powlekane i strojenie do średniej wysokości dźwięku. Jak stłumić? Najprościej stary dobry patent Ringo Starra - przykleić taśmą ręcznik lub inną grubszą (ale nie puchatą!) szmatkę. Możecie usłyszeć ten właśnie patent w "Come Together" Beatlesów i sami ocenić. Tylko my musimy nastroić bębny nico wyżej. Co pomaga, to oczywiście również płytkie tomy i wywalenie dolnych naciągów.
Werbel - "bodhran ze sprężynami". To było w sumie najtrudniejsze, bo nie miałem wzorca brzmienia. Musiałem sam wykminić jaki werbel by do tego pasował. I finalnie wpadłem na koncepcję następującą: płytki, drewniany werbel, nastrojony dość wysoko, ale znów nie zbyt wysoko. Pomocne będzie, jeśli jest mniejszy - 13 lub nawet 12 cali (może bazować na piccolo?). Membrana dalej trzyma wzorzec - jednowarstwowa, gruba, powlekana. Naciąg na dole również gruby (dajcie spokój z Diplomatami) i nastrojony wysoko. Sprężyna wąska i mocno naprężona. Stłumić solidnym, szerokim pierścieniem. Powinniście uzyskać krótkie, suche brzmienie, praktycznie bez sustainu, ale też bez rzężących sprężyn.
Talerze - Pójdźmy w typowo jazzowy zestaw - cienkie i surowe, ale niezbyt duże. 13 cali hi-hat, 16 cali crash (najlepiej z dziurami, dla dodatkowego piachu) i 18 cali crash-ride wystarczą.
Akcesoria - wspominałem o pierścieniu tłumiącym na werbel - można go cudownie połączyć z tambo-ringiem. W ten sposób przy akcentach na werblu mamy od razu uderzenie w tamburyn. Podobny motyw można wykorzystać z tamburynem lub jingle ringiem na hi-hat. Z kolei crash-ride przyozdabiamy pięcioma lub sześcioma nitami. Jeśli nie chcecie się bawić w tamburyny na zestawie, to możecie zmonotwać sobie tamburyn nożny, ale ja preferuję mieć tak, jak opisałem, a ewentualne miejsce obok hi-hatu zagospodarować nożną cabasą - czasem grzechotka też się przydaje.
Et viola - z takim zestawem można fajnie neofolk cisnąć. Ale kolegów metali nie zostawię - i dla was mam coś ciekawego. I w sumie dla każdego, kogo interesuje bardziej technika gry, niż kombinowanie z brzmieniem.
Wiadomo, że perkusja metalowa musi mieć bardzo konkretne brzmienie, zarówno w bębnach jak i talerzach. Ale zwróćcie uwagę, że już mamy mocno stłumiony bęben basowy, oraz podwójną stopę. A co jeszcze ma stłumione brzmienie? Tak jest, bodhran. Wykorzystując stłumioną centralę i twina, możemy nogami grać rytmy bodhranowe, akcentować na werblu, a za wielkie kotły robią nam w tym momencie tomy.
Co sądzicie? Może macie jakieś swoje patenty na nietypowe brzmienia wyciągane z perkusji?
Pozdro i do następnego!
Komentarze
Prześlij komentarz