Przejdź do głównej zawartości

Wampiry, Zombie i szkielety - w sumie to samo? (+18)

 Uwaga, dziś trochę mrocznie i zdecydowanie +18.

Jeśli nie lubicie tematów związanych ze śmiercią i rozkładem, to lepiej nie czytajcie, bo będę podchodził do tematu dość mocno biologicznie i opisywał pewne zjawiska pośmiertne w szczegółach.

Zostaliście jednak? Dobra, no to jedziemy.

Najpierw rozwinę myśl ze wstępu - ostatnio miałem taką rozkminkę, że wampiry, zombie i ruchome szkielety to w sumie mogłyby być te same nieumarłe istoty, tylko na różnym etapie swojego nieżycia. W sensie, że zaczynasz jako wampir, potem w miarę rozkładu ciała stajesz się zombie i finalnie kończysz jako szkielet.

No tak, tylko jak to ugryźć, żeby miało to sens w opowiadanej historii? Ludzkie ciało jest w pełni zeszkieletowane w maksymalnie 10-15 lat. Fakt, ale nie każdy zostaje nieumarłym. Jakakolwiek klątwa czy mutacja by to nie była, to wyszedłem z założenia, że spowalnia proces stukrotnie. Dzięki temu możemy w tej samej fantazji zmieścić nawet różne rodzaje omawianych potworków. No to zapraszam na "breakdown":

Faza wampira: do 500 lat po "śmierci"

-Drakul - do 150 lat - to jest nasz klasyczny wampir a'la hrabia Drakula. W zasadzie nierozróżnialny od człowieka, poza byciem bardzo bladym. Organy wewnętrzne jeszcze w na tyle dobrym stanie, że odżywia się krwią tak jak to sobie wyobrażamy.

-Nosferat - 150-300 lat - to już gorszy wariant. Procesy gnilne są wyraźne - skóra się łuszczy, obwisa i żółknie, mięśnie zanikają, włosy wypadają, cofają się dziąsła i skóra wokół paznokci. Całe ciało wygląda na niejako "skompresowane" - chude kończyny, mała głowa, wątła anatomia. Za to zęby, pazury i oczy, jako nie zmniejszające się, wydają się proporcjonalnie bardzo duże. Ten wampir przypomina hrabiego Orloka z oryginalnego "Nosferatu" - stąd nazwa. Nadal pije krew, ale jest przy tym dużo bardziej "dziki" - potrzebuje jej więcej i powoli zaczynają wygrywać instynkty (również przez rozkład mózgu). Często nie robi eleganckiego śladu "na 2 kły", a odbija na ciele ofiary cały swój zgryz.

-Strzyga - 300-500 lat - ostateczna faza wampira. W tym momencie przypomina już słowiańskie strzygi i wąpierze - widać, że lada moment zacznie mu złazić skóra. Nie ma już włosów ani dziąseł, mięśnie szczątkowe, skóra przypomina obkurczoną wokół kości. Porzucił już całkiem resztki człowieczeństwa i poluje jak zwierz, prawie zawsze przy tym zabijając swoje ofiary (nierzadko zamiast klasycznego wgryzienia się w szyję "na 2 kły", po prostu rozszarpuje gardło). Jest na krawędzi pomiędzy wampirem i zombie

Faza zombie: 500-1000 lat po "śmierci"

-Runner - ok. roku (300-400 dni) - krótka faza przejściowa. Skóra i mięśnie już na tyle przegniły, że zaczynają odpadać, ale jeszcze zachowuje na tyle koordynacji ruchowej, że jest w stanie sensownie się poruszać. Co sprawia, że jest już zombie, to brak możliwości picia krwi - mózg rozłożył się do takiego poziomu, że runner nie jest w stanie wykonywać tak precyzyjnych i złożonych czynności. Po prostu wżera surowe mięso upolowanej ofiary.

-Walker - główna faza, ok. 489 lat - to już nasz klasyczny zombie. Rozkłada się na żywo, ma problem z koordynacją ruchową (przez co nie biega, nie pływa i nie wspina się). Przez ten brak koordynacji ma jednak jedną straszną cechę - nie jest w stanie zabić swojej ofiary i pożera ją żywcem.

-Crawler - ostatnie 10 lat - zombie, który już tak się rozłożył, że nie jest w stanie chodzić. W zasadzie bardziej przypomina szkieleta z resztkami mięcha na sobie. Często wręcz brakuje mu kończyny (lub kilku). Czołga się po ziemi i wżera co mu popadnie i co jest w stanie złapać. Rzadko przez to się rusza, a raczej czeka gdzieś w zasadzce. Jednocześnie jedyny zombie odpowiedzialny za powstawanie nowych nieumarłych (jeśli przyjmiemy drogę zarażenia) - nie jest w stanie zabić ofiary, ani nawet poważnie uszkodzić. Kończy się na kilku ugryzieniach, zanim zostanie przegnany (no bo ofiary prawie zawsze są w stanie walczyć i wygrać), ale to wystarczy, by zaraza przeszła.

Faza szkieletu: powyżej 1000 lat po "śmierci"

Kiedy już całe ciało zgnije i zostają same kości, jest to swego rodzaju wybawienie dla nieumarłego. Nie ograniczają go już przegnite mięśnie, nie odczuwa głodu, nie posiada zezwierzęconego mózgu (paradoksalnie taki szkielet, choć ma tylko podstawową inteligencję, to jest ona lepsza niż każdego zombie). Można to uznać za swoistą nagrodę za przeżycie fazy zombie. Niestety - są delikatne i muszą się chować. Stąd szkielety spotykamy raczej w zamkniętych przestrzeniach. Z drugiej strony - już nie muszą polować, więc mogą tak się ukrywać.

Jeśli przyjmiemy ścieżkę magiczną, to tak mogą powstawać szkielety-magowie. Bo co tu robić, kiedy nic nie musisz, masz całą wieczność, a trzeba się ukryć, żeby randomowy misiek z lasu nie wziął cię za obiad? No to się skitrasz w zapomnianej przez bogów i ludzi dziurze i sobie czytasz grimoiry, z czasem zyskując na sile. Też niezły pomysł, wymyśliłem go teraz, na spontanie (serio).

Także taki pomysł, co sądzicie? Ciekawe podejście, czy leniwy worldbuilding?

Miłego straszenia ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....