Kontynuujemy "Diunę"
Dziś po wojskowemu, więc notka będzie bardzo posegregowana tematycznie. Ostatnio myślałem, jak tarcze z Diuny mogłyby wpłynąć na lotnictwo i marynarkę wojenną w tym świecie. Zasada "powolne ostrze przechodzi przez tarczę" dość mocno miesza w obrazie pola walki.
Zaznaczam też, że używam terminu "samolot", jako ogólne określenie jednostki latającej. W Diunie mamy zazwyczaj po prostu różne rodzaje ornithopterów (chyba nawet poza Arrakis), ale nie jestem pewien w 100%. Dlatego, dla wygody, będę posługiwał się tym terminem.
Przeanalizujmy więc temat po kolei:
1. Lotnictwo
W praktyce, pociski strzelane przez samoloty na niewiele się zdadzą wobec tarcz. Tak samo rakiety. Nawet jeśli byłyby wyposażone w jakieś czujniki pola Holtzmanna i otwierały automatycznie hamulce aerodynamiczne, to przy tak niewielkich prędkościach względnych wystarczy jeden manewr, by uniknąć trafienia. Dlatego nie stosowano grotów-gończaków do walki bezpośredniej (filmy kłamią).
A zatem zostają nam tylko bombowce, przy czym nadal w ograniczonym zastosowaniu. Tarcza prawdopodobnie chroni przed większością efektów eksplozji konwencjonalnych ładunków (zwróćcie uwagę, że choć mamy pewne formy broni palnej w Diunie, to nie mamy nawet granatów), oraz napalmem, fosforem czy w pewnym stopniu bronią termobaryczną i gazami bojowymi. Te ostatnie z resztą są zabronione nawet dziś, a co dopiero przy Wielkiej Konwencji. Nie wykluczone, że zakazuje ona również pozostałych rzeczy.
No więc co pozostaje dla lotnictwa w świecie Diuny? Bombardowania taktyczne i przygotowanie pola walki. Na przykład można zawalić przełęcz w górach, lub rozorać równinę. Tak jak Paul użył atomówek, by utorować sobie przejście przez Wieńcomur pod Arrakin.
Zgodnie z punktem o rakietach, jedynym sposobem obrony przeciwlotniczej pozostają drony (oczywiście sterowane radiowo). Jeśli istnieje coś podobnego do śmigłowców, to ewentualnie tu mogłyby zadziałać rakiety z hamulcami aerodynamicznymi.
2. Marynarka wojenna
Tu pojawia się ciekawa kwestia. Prawdopodobnie tarcze musiałyby sięgać jedynie nad powierzchnię wody (okręty podwodne są więc całkowicie pozbawione tarcz). Zwracano by więc szczególną uwagę na wszelkie drony podwodne, okręty podwodne i torpedy. Byłby to główny sposób zwalczania marynarki wojennej wroga. Niemniej statki nie manewrują tak, jak mogą to czynić samoloty, więc jak najbardziej opcją są spowalniane rakiety. Również niebezpieczne dalej są miny i bomby głębinowe, także można skutecznie się zabezpieczyć na wybrzeżu.
No to jaką rolę może taki okręt pełnić? Zapewne głównie desantową, patrolową i potencjalnie przenosić lotnictwo. Czyli w praktyce mielibyśmy klasy lotniskowców, okrętów desantowych, okrętów podwodnych, oraz swego rodzaju hybrydy fregaty, niszczyciela i korwety - niewielki okręt do obrony wybrzeża, wyposażony w rakiety i torpedy, a także wyrzutnię bomb głębinowych i może potencjalnie lądowisko dla ratunkowego thoptera (w wersji większej).
A co Wy sądzicie? Na bank coś źle przeliczyłem, albo o czymś nie pomyślałem, także dajcie znać!
The Spice must flow!
Komentarze
Prześlij komentarz