Przejdź do głównej zawartości

Serial "Diuna" z 2000 roku - jak robić adaptację.

Zimno, deszczowo, ciemno...
...czyli idealna pogoda, by pogadać o "Diunie".
Na serial produkcji SyFy z 2000 roku trafiłem szukając (i oglądając) wszystkie adaptacje "Diuny" po kolei. I szczerze z całej puli stawiam go na pierwszym miejscu. Na temat filmów Denisa Villeneuve'a nie będę się wypowiadał, choć jako reżysera bardzo go lubię, natomiast wersja Lyncha to po prostu... film Lyncha.
Natomiast serial jest dla mnie ciekawy z kilku powodów. Po pierwsze - będąc w sumie bardziej "na motywach" niż sztywną adaptacją, nadal utrzymuje klimat książek i jest wspaniałą historią, którą przyjemnie się ogląda, a to koniec końców najważniejsze. Po drugie - wygląda bardzo teatralnie i rozwiązali pewien problem w sposób, który mnie urzekł. Otóż - jak zachować realizm masek, a jednocześnie pokazać na ekranie twarz aktora, za którą płacisz tęgie pieniądze? Serial zrobił to bardzo prosto - postacie wchodzą w kadr z maskami na twarzach, odpinają je, odgrywają swój dialog (a to główny sposób pchania fabuły w "Diunie"), po czym maski zapinają i wychodzą z kadru. Cudo. Wilk syty i owca cała.
Można się dziś śmiać z tego, jak ten serial wygląda estetycznie. Faktycznie efekty komputerowe (w tym czerwie) mogą wzbudzać politowanie, ale dajmy spokój, to był 2000 rok. Absolutnie uwielbiam estetykę, w jakiej ten serial się obraca i odkąd go obejrzałem, tak w mojej głowie wygląda świat "Diuny". Owszem, stroje może i wyglądają nieco dziwnie, ale kurcze, podobają mi się. Kojarzą mi się z trylogią prequeli Gwiezdnych Wojen, do której mam ogromny sentyment. A wszystko to SyFy osiągnęło z budżetem na poziomie hamburgera i puszki coli. A to już robi wrażenie.
Casting... Cóż Alec Newman jako Paul wygląda nieco dziwnie stojąc obok Saskii Reeves, grającej Lady Jessicę, która ma być jego matką (za mała różnica wieku). Niemniej uważam, że wszyscy wybitnie dowieźli swoje role, a Ian McNeice to już na zawsze zostanie dla mnie baron Harkonnen. No i świetna decyzja, by rozszerzyć role Irulany i Fenringa. Wątek w 100% wymyślony przez scenarzystów serialu, ale tak cudownie pogłębia postać Irulany, jak nie zrobił tego nawet Herbert. Nie chcę porównywać aktorów w tych samych rolach na przestrzeni 3 adaptacji jakie mamy, ale zdecydowanie wszyscy z osobna najbardziej mi się spodobali właśnie w tym serialu.
A potem powstała kontynuacja - "Dzieci Diuny". Tu jest jeszcze większa wolna amerykanka, ale nadal wszystko trzyma się ramy. Pierwszy odcinek serialu "Dzieci Diuny", bazujący jeszcze na "Mesjaszu Diuny" jest ekranizacją VERBATUM, możecie usiąść z książką i oglądać i czytać równolegle. Jedna scena tylko jest usunięta jeśli dobrze pamiętam.
Druga część serialu jest równie wspaniała co pierwsza, stroje są nieco mniej dziwne, jeśli kogoś to kłuje w oczy, ale nadal świetne (marzy mi się taka kurtka, jaką nosił James McAvoy w roli Leto II) i jeszcze lepszy występ Aleca Newmana jako Kaznodziei. Znów 1:1 z moim wyobrażeniem z książki.
Jak wspomniałem, serial jest bardziej na motywach, niż wierną adapatacją (aczkolwiek powiedziałbym, że to takie 50/50), ale dzięki temu jest nieco łatwiejszy w odbiorze. Idealnie nadaje się, by zaznajomić kogoś z książkowym klimatem Diuny i nie przytłoczyć jej ciężarem.
Jeśli macie chwilę wolnego wieczorami i jakimś cudem jeszcze nie widzieliście serialu - koniecznie obejrzyjcie!
Spice must flow!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....