Przejdź do głównej zawartości

Bretońskie Inspiracje #3 - Alan Stivell

Tak jest, przyszła ta pora. „Sam On”.

O Alanie Stivellu napisano już chyba wszystko, co tylko można. W związku z tym nie będę się tu przesadnie rozwijał na temat jego biografii czy stylu, a skupię się na swoich doświadczeniach i rzucę kilka polecajek.

No więc odkryłem Alana przez jego częste występy razem z Nolwenn Leroy (mówiłem, że będzie się przewijać) i przyznam szczerze – koleś ma głos, do jakiego trzeba się przyzwyczaić. Ale zdecydowanie warto i tak samo warto zagłębić się w dyskografię. Jego wczesne albumy uważane są za początek celtyckiego renesansu w Bretanii (nawet jedna z płyt ma tytuł "Renaissance of the Celtic Harp"), ale chyba żaden nie narobił tyle rabanu, co koncertówka "A l’Olympia". Jeśli macie posłuchać tylko jednego krążka Stivella, to niech to będzie właśnie ten. Mamy tam przekrój przez najważniejsze utwory, oraz prezentację połączenia brzmienia folkowego i rockowo-elektronicznego. Dziś norma, wtedy – rewolucja.

I za to cenię muzykę Alana Stivella – nie gra typowego folku, ani nawet folk-rocka. Stara się iść z duchem czasu i aktualizować swoją muzykę, jednocześnie cały czas trzymając się swojego stylu. Pięknie to słychać na przykładzie ewolucji nieśmiertelnego "Tri Martolod" – porównajcie sobie wersję ze wspomnianego już "A l’Olympia" (1972), do wersji z "Again" (1993) i wreszcie do najnowszej wersji z "Human~Kelt" (2018).

Twórczość Stivella to był chyba też mój pierwszy kontakt z harfą celtycką i jej brzmieniem. Nietypowy, nieco ostrzejszy od zwykłej harfy ton, no i inny sposób gry. Niemniej i tak mi się spodobało. Od razu przypomniały mi się wszelkie ścieżki dźwiękowe z dzieł fantasy, a nagle okazało się, że taki instrument istnieje i faktycznie tak brzmi i tak się na nim gra. Pierwszy w moim życiu objaw "zewu Bretanii" (lub schizy, jak kto woli)? Być może.

Warto zaznaczyć jeszcze jedną ciekawostkę – Alan Stivell jest nieraz określany mianem strażnika bretońskiej kultury. Faktycznie, poza harfą celtycką, lansował też bomabrdę, dudy, oraz śpiew w języku bretońskim. Także postać niezwykła, tak w twórczości, jak i w biografii.

Polecam Wam posłuchać wspomnianych albumów – od debiutu do mniej/więcej "A Dublin" włącznie i potem jego dzieł z lat 90.

Miłego słuchania, kenavo!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....