Trochę kontynuacja tematu z wczoraj.
Po przejściu
wszystkich zakończeń Widma Wolności uważam, że „King of Wands” to najlepsze rozwiązanie
dla wszystkich zainteresowanych. Czemu? Przeanalizujmy postacie jedna po
drugiej.
Songbird: Przede
wszystkim chciała uciec od NUSA, FIA i Myers. I to dostaje. Co prawda
najpewniej eksperymentują na niej na Lunie i nadal nie ma lekko, ale
przynajmniej to już nie jest jej wina. Zrobiła wszystko co chciała, a
konsekwencji nie mogła przewidzieć. Osiągnęła swój cel.
Reed: Ginie na
służbie. W innych zakończeniach, gdzie oddajemy mu Songbird, widać, że Reed
jest załamany. Johnny słusznie zauważa, że zawalił mu się świat, a służba,
której poświęcił całe swoje życie, przeżuła go i wypluła. Po raz drugi. Z
resztą przez całe Phantom Liberty miałem wrażenie, że Reed zgodził się na
ostatnią akcję w nadziei na znalezienie śmierci godnej agenta, a nie losowego
kolesia w Night City. I to dostaje. Przy okazji nie musi się mierzyć z ciężarem
jaki zostaje mu w innych zakończeniach. No i słodka zemsta za rodzeństwo
Cassel.
Alex: Chciała
„emerytury godnej agenta” – i ją dostaje. Musi przeżyć akcję na stadionie, a
samo to wymusza na nas zakończenia „King of Wands” lub „King of Swords”. Śmierć
nie jest dla niej takim wybawieniem jak dla Reeda. Cały Cyberpunk 2077 gra na
dylemacie „quiet life or blaze of glory” i mamy go również przy tej dwójce –
Reed to „blaze of glory”, zaś Alex – spokojne życie.
Myers: zostaje
zrobiona w balona. I bardzo dobrze, nie zasługuje na nic innego. Według mnie
jest gorszym antagonistą Widma Wolności niż Kurt Hansen.
V: no cóż, też zostajemy
na lodzie. Ale szczerze, po rozegraniu „The Tower” to absolutnie mi nie szkoda.
Jak pisałem wczoraj, to zakończenie najprawdopodobniej będzie kanoniczne, ale
jest dla mnie absolutnie nie satysfakcjonujące. Zostaję przy „The Star” i
„(Don’t Fear) The Reaper”.
Także oto moje
argumenty za „King of Wands”, a które zakończenie Widma Wolności Wy lubicie
najbardziej i dlaczego?
Do następnego!
Komentarze
Prześlij komentarz