Przejdź do głównej zawartości

Widoczność perkusisty

 Dziś temat muzyczny, ale równie mi bliski

Ostatnio zastanawiałem się na temat tego, że perkusiści są mało widoczni z przed sceny. Oczywiście nie mówię tu o robieniu show, ani tym bardziej byciu obecnym na scenie, bo to indywidualna kwestia każdego, a raczej o fizycznej widoczności dla publiczności.

Myślałem nad tym, jak temu zaradzić i w pierwszej chwili pomyślałem - akrylowe bębny. Głównie na ten pomysł wpadłem myśląc o Merlinie Sutterze z Cellar Darling (i dawniej Eluveitie, ale tam nie grał na akrylach). Niemniej po konfrontacji ze zdjęciami uznałem to za ślepą uliczkę - ziom ma po prostu mało gratów. Ale inna rzecz mi przyszła do głowy i myślę, że to dobry trop. Mianowicie - przezroczyste membrany na centrali, zwłaszcza z przodu.

Przedni naciąg to chyba nasz (gram na perkusji od 13 lat, bębny mam od lat 15, więc pozwolę sobie na 1 osobę liczby mnogiej) największy "parawan". Oczywiście niektórzy to lubią - można zasłonić bałagan jaki zazwyczaj mamy na podłodze wokół siebie. Ale taka widoczność poprzez bęben basowy pozwala pokazać widowni, jak gramy również nogą (lub nogami, jeśli jesteście metalowymi rzeźnikami i gracie na 2 centrale), a jednak jest to równie istotna część bębnienia jak ręce. Widać nas wtedy trochę więcej i nie ma aż takiego wrażenia "zastawienia".

Oczywiście - można też po prostu ustawić się lewą stroną do publiczności - większość z nas ma tam tylko hi-hat i może boczny werbel. I jest to równie dobry pomysł, dodający nieco kolorytu na scenie, ale stety/niestety u nas to już na zawsze będzie się kojarzyć ze Ślimakiem z Acid Drinkers ;P

Także takie luźne przemyślenie przy niedzieli. A co wy myślicie? Widzieliście kiedyś na żywo perkmana z przezroczystymi naciągami na centrali? Jak wrażenia estetyczne? Koniecznie napiszcie!

Siema!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....