Przejdź do głównej zawartości

Formacje z fantastyki - centaury

Dziś typowo nerdowski temat.

Jakiś czas temu trafiłem na film Skallagrima "Over-Thinking Fantasy: The Best Historical Weapons for a Centaur?" i też mam kilka przemyśleń na ten temat.

Po pierwsze - dość oczywisty motyw, czyli kopijnicy. No wiadomo, ale centaury w tej roli otwierają ciekawe drzwi - mianowicie nie mają przed sobą końskiego łba, oraz maja wolną lewą rękę. Myślę, że można to wykorzystać w dwójnasób:

-Dać im większą tarczę - migdałową lub pawęż. Nie chodzi nawet tylko o statyczną obronę. Centaur, mając swobodny przód, mógłby tarczą operować jak piechur. Dodatkowo w szarży może osłonić się centralnie, i taka formacja byłaby niejako szarżującą ścianą tarcz, najeżoną kopiami.

-Kopijnik i konny strzelec w jednym - wolna ręka może bez problemu operować ręczną kuszą lub (jeśli mamy fantasy bazujące na późniejszej epoce) pistoletem. Strzelcy konni, w sensie kuszników, są notowani już w XIV wieku, a być może istnieli wcześniej. Wchodzą w skład rycerskiego pocztu, tzw. "kopii", gdzie jadą za kopijnikiem i tuż przed starciem obu stron, strzelają ponad głowami pozostałych jeźdźców. Takie coś miało miejsce choćby pod Grunwaldem. Przy czym centaur nie ma problemu z celowaniem - nie ma głowy konia, ani drugiego jeźdźca z przodu.

W przypadku pistoletu rodem od rajtarów sytuacja jest podobna - strzelają przed starciem. I takie coś również miało miejsce w historii - manewr nazywa się półkarakol i był użyty podczas Bitwy pod Gniewem w 1626. Rajtaria polska oddała tylko jeden strzał, tuż przed uderzeniem husarii. W ten sposób osłabili pierwsze rzędy Szwedów, otwierając drogę dla skuteczniejszego wjechania szarży na kopie. Centaury też mogą tak robić, ale jest prościej - atakuje jedna formacja. Ten sam centaur jest na raz husarzem i rajtarem.

    Skall w swoim filmie porusza jeszcze jeden temat - konnych łuczników. No też ciekawe, zwłaszcza, że ponownie - centaur nie ma przed sobą końskiego łba. Oczywiście, łuki refleksyjne mogą mieć taki sam naciąg jak angielskie długie łuki, ale tutaj po prostu nie mamy tego ograniczenia, za to mamy potencjalnie silniejszych od ludzi żołnierzy. Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by centaurze łuki były mocniejsze, niż jakikolwiek łuk ludzki. Zwłaszcza, że centaury zazwyczaj są wyższe niż ludzie, ergo ich broń może być większa, ergo - mieć większy naciąg.

Teraz wyobraźcie sobie łuk kompozytowy (ludzki), o naciągu jak łuk długi, i przemnóżcie go, żeby rozmiarowo pasował do centaura! To będzie dopiero siła! Oczywiście teraz pytanie ile pary w łapach ma taki centaur, jak to się będzie skalować itp. Ale nadal - zazwyczaj przeciętny centaur jest jak bardzo umięśniony człowiek, a więc nie widzę przeciwwskazań, by mieli mieć większe i mocniejsze łuki.

Ten sam przypadek, jeśli mówimy o broni palnej. Czysty przód umożliwia potencjalnie użycie długiego karabinu. Może nie aż muszkietu (te były już tak długie, że potrzebny był trzeci punkt podparcia - forkiet), ale na pewno możliwe jest coś mocniejszego, niż krótki arkebuz.

Nic też nie stoi na przeszkodzie, by obie formacje połączyć - możemy mieć jazdę ciężką z kopiami i kuszami/pistoletami, oraz jazdę lekką z łukami/karabinami. Wiecie, takie centaury co dają w siłę lub zręczność. Potencjalnie taki "ciężki centaur" mógłby wyglądać tak:


Zaś "lekki centaur" tak:


Oczywiście część końska powinna być również opancerzona, niestety nie ma tej opcji na stronie HeroForge.

Pewnie się teraz zastanawiacie, co z pancerzami. No jak taki centaur ma założyć zbroję na zad? Bo były zbroje końskie, także można i to jeszcze jak. A to jest akurat bardzo proste, tak jak rycerze potrzebowali pomocy giermka, by się przyodziać w pełną płytówkę, tak samo zapewne robiłyby centaury. Co ciekawe wzajemna pomoc z oporządzaniem pancerzy występowała również między prostymi żołnierzami piechoty (jak to ujął Skallagrim w innym filmie - "ja pomagam tobie, ty pomagasz mnie, a potem idziemy na panienki"), także było to powszechne zjawisko. Czemu centaury miałyby nie robić tak samo?

Także takie luźne przemyślenia, może potencjał na ciekawą formację do bitewniaka. A Wy co myślicie?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dżem - "Sobie Potrzebni" recenzja na ciepło

Miało iść dzisiaj co innego, ale musiałem wrzucić tę recenzję. Pierwszy od 17 lat album Dżemu. Chłopaki kazali na siebie czekać dłużej, niż Tool. Ja w międzyczasie zdążyłem skończyć szkołę i studia, dostać pracę i teraz przymierzam się do drugiej przeprowadzki. W samym Dżemie zmienił się oczywiście wokalista - od 2024 mamy na pokładzie Bastka Riedla, wreszcie "na pełen etat". Album został wydany w zeszły piątek - to jest 27 lutego, jednak na oficjalnym kanale YT zespołu Dżem, był dostępny dobę wcześniej. A więc, odpalamy.... "Mimo wszystko" - wita nas klimatyczne pianino i za moment dołącza Bastek. Przypomina to nieco "Sen o Victorii", zwłaszcza, że Janek Borzucki brzmi dosłownie jak Paweł Berger. W połowie utworu mamy delikatne sola na gitarze (najpierw Adam, potem Jurek), ale całość trzyma się stylu fortepianowej ballady. Bardzo spokojny początek i nietypowe jak na Dżem intro albumu (zazwyczaj wolą walnąć z solidnym rytmem), które jednak robi robotę. ...

Czas i miejsce akcji filmów Studia Ghibli

Dedykuję ten post swojej dziewczynie. Pomysł chodził mi po głowie długo, ale w końcu się zebrałem i zrobiłem. Przedstawię Wam czas i miejsce akcji wszystkich filmów kinowych ze Studia Ghibli (plus honorowo Nausicaa, no bo come on), najpierw w notce wypisującej filmy według premiery, a potem czeka Was chronologiczna oś czasu, oraz kilka map. Miłego czytania i oglądania. "Nausicaa z Doliny Wiatru" - nieokreślona, daleka przyszłość (potencjalnie ok. 2945, "tysiąc lat po Siedmiu Dniach Ognia"); krajobrazy jak z "Diuny", więc najbliższa estetycznie jest Północna Afryka (Bliski Wschód eliminuje obecność fenków). "Laputa: podniebny zamek" - początek XXw; wybrzeże Morza Celtyckiego (Walia/Irlandia/północna Anglia) "Mój sąsiad Totoro" - lata 1950; prowincja względnie niedaleko dużego miasta "Grobowiec świetlików" - 1945; Tokio "Podniebna poczta Kiki" - lata 1950; Szwecja (Sztokholm/Visby) "Powrót do Marzeń...

Netheril i dedeki w Shadowrun

 Co, już zawał? No mam nadzieję. Tak, dziś wpis pod tytułem "Jasper oszalał". No i bardzo dobrze, bo erpeczki od tego są, żeby działać kreatywnie. Dziś opowiem Wam, jak wsadziłem Netheril (i kilka innych motywów dedekowych) do Szóstego Świata z serii Shadowrun. O samej miłości do tego systemu opowiem kiedy indziej, ale tutaj macie zajawkę. Latające enklawy w Szóstym Świecie? No więc tak - jak to zrobić, bez taniego motywu "korporacyjna stacja orbitalna"? No proste. Ja bardzo mocno ogrywam Shadowrun w sposób "mity i legendy okazują się być prawdziwe". I w tychże opowieściach mamy całkiem sporo latających miast - od Laputy (pozdrawiam czytelników znających język hiszpański XD) z Guliwera zaczynając, poprzez jedną z interpretacji Asgardu, na Vimanach z mitologii Hinduskiej kończąc. W związku z tym większość "Netherilu" jest w Indiach, no ale w Faerunie również Netheril był mniej lub bardziej w jednym miejscu. Czy one istnieją fizycznie? I tak i nie....