Przejdź do głównej zawartości

Myrath i oriental metal

Dziś będzie mocno egzotycznie, ale myślę, że ciekawie

Korzystając z niedawnej premiery ich nowego singla, postanowiłem trochę opowiedzieć o zespole Myrath. Jest to kapela z Tunezji i grają ciekawą hybrydę power metalu, metalu progresywnego (słyszycie to? Tak, to trzask pękających odbytnic progowych snobów. Dlaczego - o tym za moment) i metalu orientalnego. Sami określają się jako "blazing desert metal" i myślę, że całkiem dobrze to oddaje ich brzmienie.

Notka - wiem, że "metal orientany" jest równie szerokim terminem jak "folk metal" i w sumie niewiele znaczy - określa się tym mianem praktycznie wszystkie zespoły łączące elementy tak bliskowschodnie, jak i azjatyckie w swojej muzyce (stąd sami muzycy tego określenia nie lubią i skądinąd słusznie), ale ja będę go tu używał wyłącznie w odniesieniu do elementów bliskowschodnich, a w zasadzie to berberskich, bo to jest region, z którego Myrath czerpie.

Historię musimy zacząć w roku 2017, kiedy to wybrałem się na koncert zespołu Vuur - ówczesnej grupy Anneke van Giersbergen. Myrath grał jako ich support. Miałem sobie posłuchać co to za skład, ale jak zwykle tego nie zrobiłem. O ile orientalne intro mnie nie zaskoczyło - słyszałem to już wielokrotnie, o tyle z każdą kolejną chwilą robiło się coraz ciekawiej. Na scenę wyszła tancerka brzucha i pamiętam, że pomyślałem "ok, dziewczyna ma niezłą stylówę", bo myślałem, że to wokalistka. No ale nie. Intro się kończy, band wchodzi na scenę, i dalej grają w tym samym bliskowschodnim stylu. Ok... już mieli moją uwagę. Orientalny metal sam w sobie był mi znany, ale nie kojarzyłem praktycznie żadnych zespołów poza Orphaned Land, który mi nie podchodził, i od dawna nieaktywnym składem z mojego rodzinnego miasta (jakby ktoś był ciekawy - nazywali się Techno Allah i chyba jeszcze można znaleźć na YT).

Tancerka zeszła ze sceny, oczekiwałem więc długiego instrumentalu (cały czas myślałem, że to wokalistka), ale oczywiście za moment wchodzi Zaher. Nie będę opisywał całego koncertu, ale byłem bardzo zaciekawiony - nie tylko ze względu na stylistykę (pierwsze co pomyślałem jak zobaczyłem Zahera to "koleś wygląda jak Jaffar z Aladyna"), ale też na to, że autentycznie używali w melodiach ćwierćtonów. Dla naszych uszu brzmi to jak fałsz, a jest to ton idealnie pomiędzy dźwiękami, używanymi w muzyce nazwijmy ją "zachodniej". Szczena mi opadła i opadała coraz bardziej z każdym kolejnym utworem. Zwłaszcza że mieszali te dźwięki z typowymi riffami i mimo dosłownego zderzenia muzycznych światów - wszystko do siebie pasowało. Ćwierćtony mieszające się z metalowymi skalami, ale nie ma nigdzie fałszu. Niesamowite.

Potem miałem jeszcze moment wyjścia na lamera, bo po koncercie pomyślałem "kurcze, koleś by pasował w Ayreonie" i dopiero potem, jak szukałem informacji o Myracie w internecie to zobaczyłem, że Zaher dosłownie chwilę wcześniej wystąpił na "The Source". Taaak, nie tylko nie odrobiłem pracy domowej, ale i nie poznałem typa stojąc w pierwszym rzędzie przed sceną. Shame on me.

W każdym razie potem zacząłem bardziej ich słuchać i zauważyłem pewną ciekawą rzecz - oni nie grają w sposób, w jaki uprawia się folk metal - że grasz sobie jakiśtam melodeath/power jako bazę i tylko na to dodajesz skrzypce, flety czy inne fujarki jako instrument prowadzący. Myrath gra te wszystkie ćwierćtony i berberskie skale normalnie na gitarach czy klawiszach. Że Zaher je wyciąga w śpiewaniu to wiadomo. Ciekawe podejście, niemalże niczym rozkminka "co by było, gdyby metal nie powstał z bluesa, a z muzyki arabskiej". Niesamowite i myślę, że niezłe źródło inspiracji dla innych zespołów - nie grajcie partii skrzypiec na gitarach, czy nie dodawajcie ich po prostu jako ozdoba na szczycie tortu, a podłubcie trochę w skalach i rytmach i użyjcie ich jako inspiracji do własnych riffów, a nie powtarzajcie 1:1. Tak jest według mnie dużo ciekawiej.

Z tego powodu też widziałem, że niektóre progowe snoby nie uznają Myrathu jako metalu progresywnego, argumentując to tym, że używane przez nich rytmy, skale i melodie są nietypowe i zaawansowane tylko dla nas, a dla nich to coś normlanego i "tam po prostu tak się gra". No myślę, że to trochę kompleks niższości, albo po prostu komuś nie podoba się taka muza i desperacko szuka powodu, żeby wykluczyć Myrath z progresywu. Gatunku nie czyni pochodzenie muzyka, tylko jak się odnosi do innych gatunków. "Tak tam się gra", owszem, ale u nas nie, a poza tym myślę, że nawet w Tunezji ekipa z Myrathu to bardzo zaawansowani muzycy. Anis Jouini - basista - grał swego czasu u Bonnie Tyler, więc chyba o czymś to świadczy. Ja osobiście uznaję ich jako elementy progresu. A czy jak ktoś zrobi to samo dajmy na to z elementami słowiańskimi to też ich uznasz za progresyw cwaniaczku? Jeśli będą tam nieparzyste rytmy i zaawansowane harmonie to tak.

Taka ciekawostka - uznawany za pierwszy utwór modern jazzu "Blue Rondo a'la Turk" Dave Brubeck Quartet również nie powstałby, gdyby rzeczony Dave Brubeck nie był częścią grupy Jazz Ambassadors i po koncercie w Turcji jeden z lokalnych muzyków nie pokazał mu tego charakterystycznego rytmu na 7/4 z komentarzem "ten rytm jest dla nas tym, czym shuffle dla was". No to jak snoby? Dave Brubeck to nie modern jazz, tylko jakiś turkish jazz? Czy dopiero jakby to Turek zagrał? I co wtedy? Powiedzielibyście "nie ma modern jazzu tylko jazz orientalny?" No właśnie.

Myrath był dla mnie źródłem inspiracji pod tym kątem - żeby spojrzeć na muzykę nieco inaczej i zacząć dodawać elementy nie-metalowe nie tyle dodatkowo do riffu, ile w ramach niego. Teraz to samo przekłada się na moje poszukiwanie bretońskich inspiracji, ale o tym kiedy indziej. Wam również polecam wziąć przykład od ekipy z Tunezji, pomyśleć głębiej nad swoimi dźwiękami i wymieszać to, co lubicie, zamiast układać warstwy.

Graj muzyko!

Komentarze